Więcej o projekcie
UJ - strona projektu
Polska strona projektu
Koordynator projektu
ANKIETA

Sieborowice - gdzie to jest i o co w tym chodzi?

Nasza szkoła od 1999 roku organizuje akcje wspomagające Dom Dziecka w Sieborowicach pod Krakowem. Oprócz corocznych wyjazdów ekipy św.Mikołaja do dzieci, w ostatnich latach uczniowie, a obecnie absolwenci pomagają również w nauce, organizują wyjazdy dzieci do Krakowa, do kina czy teatru. Sieborowice są małą wioską, niby niedaleko od Krakowa (30 km), ale tak „daleko od szosy”, że bardzo trudno znaleźć sponsorów nie tylko na jakiekolwiek prezenty dla dzieci, ale nawet na załatanie ogromnych dziur w codziennym budżecie (wg artykułu opublikowanego w ub. roku w „Gazecie”, stawka na dzienne wyżywienie dziecka to 6 zł!). W 1999 r. z mojej inicjatywy zaczęła się akcja „mikołajowa” trwająca do dziś. Do dziś, do pracy włączyli się nie tylko aktualni uczniowie, ale również absolwenci. Silna i wytrwała grupa „pod wezwaniem Sieborowice” przeprowadziła dotychczas następujące działania:

  1. zbiórka ubrań zimowych,
  2. zbiórka artykułów papierniczych i pomocy szkolnych,
  3. zbiórka środków czystości,
  4. poszukiwanie sponsorów wśród rodziców i znajomych,
  5. organizacja „wypadów do Krakowa” dla najmłodszych wychowanków DD,
  6. pomoc w nauce,
  7. występ szkolnego zespołu teatralnego „Zryw”,
  8. dotarcie do piłkarzy „Wisły”, których zagorzałymi kibicami byli nasi „podopieczni” i zorganizowanie spotkania w Sieborowicach,
  9. organizacja corocznej imprezy „mikołajowej”.

W tym miejscu aż się prosi, żeby wszystkim pokazać przykłady próśb, z listów do św.Mikołaja jakie do nas trafiają. Jasne jest, że nie wszystkie możemy spełnić, nie wszystkie należy spełnić ale staramy się jak możemy. Zacznijmy od najmłodszych – przykład z ubiegłego roku:

  1. Adrianna lat 4: duży pluszak misiu, grajadło, bajkę, słodycze;
  2. Ela lat 7: latarka, miś, rozpinany polar i dużo słodyczy;
  3. Damian lat 8: kaseta na dobranoc, dezodorant w kulce, miś;
  4. Sylwia lat 10: zegarek na rękę, kolorowa papuga, słodycze;
  5. Łukasz lat 12: łopata do śniegu, puzzle, polar;
  6. Basia lat 15: spodnie dzwony niebieskie, perfumy, słodycze;
  7. Mirek lat 15: ładowarka i akumulatorki, słodycze;
  8. Marysia lat 16: bluzka, komplet kosmetyków;
  9. Daniel lat 17: walkmen z radiem i słodycze;

i tak dalej aż do: 48. Robert lat 18: skrzynka na narzędzia, słodycze.

Jak to robimy?

Po otrzymaniu takiej listy zaczyna się chyba najtrudniejsza część – weryfikacja uwzględniająca nasze możliwości finansowe i „sprawiedliwość społeczną”. Uczniowie podczas wyjazdów do Sieborowic „zasięgają języka” co i na co można ewentualnie zamienić, sprawdzamy co dziecko dostało poprzednio, rozmawiamy z wychowawcami dzieci i... planujemy ostrą akcję uzupełniania naszych zasobów finansowych. Zasobów – bo już od października zaczyna się w szkole akcja „uświadamiająca”, reklamująca działania „grupy Sieborowice” i zaczynamy zbierać fundusze. Jako źródła finansowania ustalono:

  1. akcję „ciasteczko” – każda klasa miała wyznaczony tydzień, podczas którego kolejni uczniowie przynosili swoje domowe wypieki, które podczas przerw były sprzedawane wszystkim głodomorom i łasuchom (w tym nauczycielom oczywiście!). Ceny ustalano dość arbitralnie, ale sprzeciwów nie było.
  2. opodatkowanie zakupów w szkolnym sklepiku – wolne datki do skarbonki, a co najmniej 10 gr od każdej kupionej rzeczy! (to w ubiegłym roku)
  3. zaplanowaliśmy dwie kwesty ogólnoszkolne: jedną na przełomie października i listopada, a drugą (uzupełniająco-awaryjną) pod koniec listopada.

W zeszłym roku udało się znakomicie! Zebraliśmy ponad trzy tysiące złotych, a w szkole (łącznie liceum i gimnazjum) jest nas tylko ok.140 ! Akcja „ciasteczko” udała się niebywale! Właściwie cała szkolna społeczność została wciągnięta do zabawy, a problemem były tylko u niektórych małe skutki uboczne – likwidowane potem intensywnymi ćwiczeniami. Muszę przyznać, że wszystkie działania mające na celu pozyskanie funduszy zaangażowały nadzwyczaj dużą liczbę współpracowników z różnych klas i fajnie było razem uzyskać taki wynik. Na zebraniach samorządu - poprzez delegatów klas oraz na plakatach regularnie informowaliśmy o aktualnej sytuacji finansowej. Listę prezentów podzieliliśmy pomiędzy kilka grup uczniów, a i niektórzy nauczyciele sumiennie odfajkowywali kolejne zakupione pozycje. Kolosalny stres w zeszłym roku przeżyłem jako opiekun całej akcji, gdy okazało się, że coś z listą prezentów jest nie tak i pojawiła się inna lista zrobiona podczas kolejnej wizyty w Sieborowicach. Weryfikowaliśmy wszystko na gwałt telefonicznie z wychowawcami i prawie się nam udało. Do zakupów włączeni zostali też rodzice, bo ich „dojścia” do różnych hurtowni okazały się bardzo cenne i dające oszczędności.
No i wyjazd kawalkadą aut (ach ta pomoc rodziców – nie da bez niej obejść!), a potem ....

Nawet dyrektor Domu Dziecka musiał zameldowac się u św. Mikołaja! Dwa lata temu wizycie św.Mikołaja towarzyszyły Smoki z przedstawienia :”Sceny z życia smoków” w wykonaniu trupy teatralnej „Zryw”. W zeszłym roku pomór padł

na aktorów i z powodu grypy „Pchła Szchrajka” nie dojechała doSieborowic. W tym roku prof.Brola ze swoim zespołem obiecuje 100% obecność. Patrząc na naszą działalność z perspektywy tych kilku lat czasami nie mogę wyjść z podziwu. Pierwotnie wydawałoby się, że niektóre z proponowanych w pierwszej liście działań, to tylko pobożne życzenia. No bo jak na przykład można pomóc w nauce dzieciom, które są o 30 km od Krakowa, a my mamy na głowie własną naukę, zbliżające się matury i wcale nie taką masę wolnego czasu. Ale jednak udało się! Największym problemem był dojazd, ale dzięki pomocy rodziców, a także własnymi siłami – bo niektórzy uczniowie mając prawo jazdy dysponowali możliwością zawiezienia całej grupy, udało się ten problem pokonać. Niepisana regułą stały się wyjazdy niedzielne podczas których uczniowie pomagali dzieciom z Sieborowic w odrabianiu lekcji z języka angielskiego, matematyki, polskiego. Nie obyło się oczywiście bez nieporozumień i początkowych trudności, ale teraz nie dość że wizyty uczniów są wyczekiwane, to okazało się, że nie tylko o douczanie tutaj chodzi ale też po prostu i o samą obecność, rozmowy i „bycie razem”. Zupełnym przebojem okazało się zorganizowanie wizyty w Sieborowicach dwójki piłkarzy „Wisły” Kraków – obrońcę Paszulewicza i bramkarza Piekutowskiego. Przypadek, odwaga i przebojowość uczniów pomogły po jesiennej rundzie piłkarskich rogrywek namówić tę dwójkę zawodników do wizyty w Domu Dziecka. Wspólnym zdjęciom, zbieraniom autografów i rozmowom nie było końca. Była to naprawdę trafiona w 10 samodzielna akcja uczniów VII PLO. Ubiegłoroczni absolwenci tak pisali do "Szkoły z klasą" o naszej działalności: Ania (klasa IVb) „ ... Akcja „mikołajowa” jest tylko raz w roku i choć przyjmowana jest entuzjastycznie, nie chcieliśmy tylko na niej poprzestać. Nasza klasa wystąpiła z propozycją douczania dzieci z Sieborowic i zaczęliśmy regularnie jeździć do Domu Dziecka w tym właśnie celu. Choć początkowo dzieci podchodziły do naszych cotygodniowych wizyt z dystansem, szybko jednak zaakceptowały nas i teraz chętnie przyjmują naszą pomoc. Pomagamy im odrabiać zadania domowe, tłumaczymy im trudniejsze zagadnienia, pomagamy uczyć się angielskiego. Systematyczna pomoc wytworzyła między nami obopólne zufanie i rodzinną atmosferę.” Grzegorz (klasa IVa) „ Jeżdżąc do Sieborowic, do dzieci zawsze staramy się wytworzyć przyjazną i miłą atmosferę. Staramy się jeździć do nich regularnie, co tydzień, i pomagamy im w nauce, bawimy się z nimi, rozmawiamy. Dzieci już nas znają i zadziwiające są czasem ich radosne reakcje na nasz przyjazd. Moim zdaniem ważne jest, aby dzieci czuły, że jesteśmy ludźmi godnymi zaufania; dlatego staramy się spełniać prośby dzieci, w miarę naszych możliwości. Przywozimy im na przykład słodycze czy inne smakołyki, albo różne nagrania muzyczne (kasety, płyty). Chodzi nam również o pomaganie im w sprawach bardziej prywatnych. Zachowujemy się przy nich jak zwykli znajomi, starając się stworzyć podstawy do zbliżenia się do dzieci, bardzo nam na tym zależy.” Akcje „mikołajowe” MUSZĄ być nadal prowadzone, bieżącej pomocy – na miarę naszych możliwości – nie możemy przerwać, no a nowe pomysły – jak wszyscy mamy nadzieję - ciągle będą powstawać w miarę jak będą się pojawiać kolejni uczniowie w naszej szkole. Co ważniejsze, ówcześni czwartoklasiści z wielką mocą deklarowali utrzymanie kontaktów z Sieborowicami, bo przecież nawiązanych nici przyjaźni i zaufania tych dzieci nie można tak po prostu zawieść. Najważniejsze jest jednak, że dotrzymuja słowa! Przykład absolwentów, którzy wciąż co roku pomagają w transporcie prezentów, ekipy św. Mikołaja czy teatru daje uzasadnione nadzieje, że tak rzeczywiście będzie. Ciągłą realizacją tego zadania będzie też takie „wychowywanie” nowych roczników, aby sami odczuwali potrzebę niesienia pomocy na wzór starszych kolegów.

Pamiętajmy, że „dobroczynność nie polega na dawaniu ludziom tego, co chcemy im dać, ale tego, co chcieliby dostać”. W następnych miesiącach organizowane będą zbiórki ubrań, zabawek, artykułów papierniczych czy środków czystości. Teraz jednak najważniejsze jest aby postarać się choćby "na Mikołaja" dać to, co te dzieci chciałyby otrzymać.
O naszej działalności ukazał się duży artykuł w "Dzienniku Polskim", chwalilismy sie też opisując te działania podczas akcji "Szkoła z klasą".

Jak mam nadzieję, wynika to dobitnie z powyższych tekstów, „akcja Sieborowice” jest prawie całkowicie akcją uczniowską, koordynowaną tylko i nadzorowaną przeze mnie. Wspaniałe w tym wszystkim jest to, że coraz bardziej rozwijała się ona poprzez nowe pomysły uczniów i ich autentyczne zaangażowanie. Co ciekawe, pociągnęli oni niejako za sobą rodziców – poprzez szukanie sponsorów, pomoc w wyjazdach niedzielnych, branie udziału w aukcjach prac plastycznych. Tata Partycji (z ubiegłorocznej IV b), który często służył swoim samochodem, znakomicie zaprzyjaźnił się z najmłodszą grupą wychowanków, którzy jak tylko go zobaczą „wiszą na nim” i świetnie się razem bawią. Wciągnięcie możliwie dużej liczby uczniów (i rodziców) w naszą akcję uważam za najważniejszy chyba efekt naszych działań. To musi potem procentować ! Czego się nauczyliśmy? Ach ta dzisiejsza młodzież! Potrafi być świetna – prawda? Z punktu widzenia nauczycieli okazało się, że nasi uczniowie mimo młodego wieku, braku środków finansowych i ponoć egocentrycznego nastawienia do życia po prostu potrafią i są zdolni do poświęceń. Do poświęcenia swojego kieszonkowego przy kweście, do poświęcenia swojego wolnego czasu na niedzielne wyjazdy na douczanie, do samodzielności (nawet przy pieczeniu ciasta na akcję „ciasteczko”), do wykazania inicjatywy i co tak ważne – do wytrwałości w swoich działaniach. Okazało się, że „akcyjność” ma jednak sens, że potrafi rozbudzić wrażliwość, skłonić do refleksji i nawet bardziej aspołeczna klasa może zostać wciągnięta do działań na zupełnie nieoczekiwaną skalę! Uczniowie właściwie bez nacisków (przypominaliśmy tylko o zbliżających się terminach) potrafili błysnąć inicjatywą i zgłębi serca zaangażować się w prace na rzecz innych. Trzeba jednak przyznać, że czasami aż za bardzo i niektórzy z grona pedagogicznego i rodzice mieli czasem obawy, czy tak mocne zaangażowanie w „Sieborowice” nie przysłoni nauki, nadchodzącej jednak matury czy klasówek. Wydaje nam się jednak, że po apogeum akcji „mikołajowej” złoty środek zostaje osiągnięty. Na pewno jednak trzeba uważać aby nie było z kolei zachwiania równowagi w drugą stronę – akcyjność zamiast codziennej drobnej pracy.

A jak dzisiaj?

W Domu Dziecka w Sieborowicach mieszka obecnie 50 wychowanków. Rozpiętość wiekowa jest ogromna - od czterolatków do 18-latków. Czekamy na listy, które mają do nas dotrzeć w tygodniu po święcie Niepodległości, no i zbieramy pieniądze. Pierwsza zbiórka przyniosła ponad 700 zł, a z akcji "ciasteczko" - do 5.X. uzbieraliśmy 350 zł. To czy uda nam sie spełnić choćby w części marzenia tych dzieci zależy jednak od naszej hojności. Myśleliśmy o przeznaczeniu na jedną paczkę mikołajową ok. 40 zł (prezent, jakieś małe słodycze lub/i cytrusy) więc arytmetyka jest prosta. Mam nadzieję, że jej podołamy. Planujemy dalszą akcję "ciasteczko" (może dla odmiany kanapki lub sałatki niekoniecznie na słodko), pewnie spróbujemy z drugą kwestą pod koniec miesiąca, no i liczymy też na Rodziców - podczas wywiadówki 2.XII. zorganizowany będzie punkt ratowania nadwątlonych sił rodzicielskich kawą i czymś dobrym oraz planowana jest sprzedaż prac plastycznych zarówno naszych uczniów, jak i wychowanków Domu Dziecka w Sieborowicach. Wszelka pomoc będzie bardzo mile widziana !!
Z góry za nią dziękuję, w imieniu całej "grupy Sieborowice" i własnym.

Zbigniew Szklarski

e-mail


Projektowanie stron Pozycjonowanie Kraków